Camparis

e-mail




(od 5.06.2010)

Miasto Wrocław on Facebook

Blog > Komentarze do wpisu
rotunda Panoramy Racławickiej

Oto i ona - nasza duma i chwała naszego miasta - Panorama Racławicka. Tylko od zewnątrz, ponieważ nie zaszczyciłam jej w środku po raz drugi. Poza tym żądanie 25zł za możliwość sfotografowania obrazów, które były fotografowane setki razy, to czyste zdzierstwo! Dlatego postanowiłam, że na mnie zabytek nie zarobi.

Przejście dookoła budynku rotundy Panoramy było niezwykle emocjonujące, ponieważ moja 5-letnia córcia uruchomiła alarm w bocznym, zakratowanym wejściu. Liczyłam na to, że wyjdzie jakiś pracownik i ją trochę objedzie, ale niestety chyba nawet pracownicy byli zdziwieni, że ktoś ten alarm uruchomił. Powyło trochę i przestało. A ja wyłam ze śmiechu na murku naprzeciwko. Tylko dziecku coś było nie do śmiechu :)

Panoramiczne cudo

Gdyby Romuald Nowak, kierownik Panoramy Racławickiej, puścił farbę, gdzie w razie zagrożenia wywozi się wielkie dzieło sztuki, mógłby nawet pójść do więzienia. Miejsce ukrycia panoramy to tajemnica wojskowa. I dyrekcja musi jej strzec.

W przypadku wojny, nalotu lub klęski żywiołowej - pracownicy muzeum mają zaledwie dobę na ewakuację giganta. A wielkie malowidło waży przecież 3,5 tony. Najpierw trzeba je rozciąć na 14 brytów - każdy po 8 metrów szerokości - a następnie naciągnąć na siedem szpuli. Szpule, podobnie jak wszystko tutaj, są ogromne. Potem dzieło sztuki jedzie w nieznane. Co prawda w budynku Panoramy Racławickiej jest specjalny bunkier, ale dojście do niego zostało tak zaprojektowane, że długie szpule mają za mało miejsca, żeby wziąć zakręt i wjechać do środka. Bunkier jest więc bezużyteczny dla celów ewakuacji.

A gdyby ktoś chciał panoramę ukraść?
- To chyba jedno z niewielu dzieł na świecie, którego ukraść się nie da - śmieje się dyrektor Nowak - Jest za duże.

Kto się boi panoramy?
Panorama Racławicka to pierwsze polskie i jedyne zachowane malowidło panoramowe. Ma 115 metrów długości i 15 wysokości, czyli tyle, ile pięciopiętrowy budynek. Przez dziewięć miesięcy od sierpnia 1893 roku wykonywali je Jan Styka i Wojciech Kossak. Przedstawia zwycięską bitwę stoczoną 4 kwietnia 1794 roku pod Racławicami pomiędzy armią rosyjską dowodzoną przez generała Denisowa a wojskami powstańczymi pod dowództwem generała Tadeusza Kościuszki. We wrocławskiej rotundzie ogląda je dziennie ponad tysiąc osób. W sezonie turystycznym liczba ta wzrasta nawet do 1500 zwiedzających. Podziwiają 1800 metrów kwadratowych drobiazgowo odtworzonych szczegółów. Styce i Kossakowi pomagało jeszcze pięciu innych artystów. Wspólnie stworzyli iluzję bitwy, w której centralnym punkcie za każdym razem stoi oglądający.

Panorama Racławicka trafiła do Wrocławia w 1946 roku. Wcześniej była rozwieszona w lwowskiej rotundzie w parku Stryjskim - dzisiaj znajduje się tam hala sportowa. W czasie II wojny światowej malowidło wywieziono z uszkodzonej przez bomby rotundy i ukryto w klasztorze Bernardynów we Lwowie. Opiekunowi panoramy, Leonowi Matwijowskiemu, udało się w 1944 dostać zgodę na zwinięcie płótna podobno dzięki łapówce - jako właściciel warsztatu produkującego stylizowane na antyczne meble sprezentował Niemcom efektowny komplet.

Po ukończeniu wojny Polakom udało się odzyskać to dzieło sztuki. W specjalnej skrzyni przywieziono je do Wrocławia. Panorama została udostępniona jednak dopiero w 1985 roku. Ówczesnym władzom było nie w smak przypominanie o zwycięstwie Polaków nad Rosjanami. Poza tym płótno należało poddać konserwacji.

- Panorama była bardzo zniszczona - opowiada Marcin Sokolnicki z pracowni konserwatorskiej Muzeum Narodowego we Wrocławiu. - Musieliśmy dokleić i pomalować sporo łat. Dwie z nich miały po 1,5 m kw., niemal w połowie musieliśmy odtworzyć niebo nad polem bitewnym. Odtwarzanie brakujących fragmentów nie było problemem, można je było zrekonstruować na podstawie zdjęć. Ja sam dorabiałem wiele gałązek, trawek, ziemi. Najbardziej jednak pamiętam samo zszywanie brytów. Ręczne, szwem żeglarskim, igłami chirurgicznymi. Było przy tym mnóstwo pracy.

- Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że Panorama Racławicka to wielka fabryka, ze skomplikowanym technicznie zapleczem - dodaje Romuald Nowak, od 13 już lat zarządzający tą "fabryką". - Miałem to szczęście, że już w 1980 roku, zaraz po rozpoczęciu pracy w Muzeum Narodowym, współpracowałem przy przygotowaniu wystawy "W kręgu Panoramy Racławickiej". Na bieżąco obserwowałem też postępy prac konserwatorskich, a potem zszywanie całego malowidła. Dlatego kiedy już połączono wszystkie bryty, całość nie zrobiła na mnie wcale takiego wrażenia, jakiego się spodziewałem. Wyrastałem na micie, że to nasz wschodni sąsiad nie pozwala na wystawianie tego dzieła sztuki, ale było też trochę tak, że to nasi urzędnicy wstrzymywali pokazanie panoramy. Dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu powierzył mi zadanie menedżersko-organizacyjne, miałem usprawnić funkcjonowanie panoramy i unowocześnić budynek, w którym jest wystawiona, wszystko urządzić i porządnie zabezpieczyć. Dziś jestem dumny, że nasza panorama prezentuje nie tylko najwyższy poziom artystyczny, ale także wysoki poziom prezentacji. Komentarza można obecnie wysłuchać jednocześnie w ośmiu różnych językach.

Sztuka w służbie ludu
W Europie można obejrzeć jedenaście historycznych panoram. W Chinach aż dziesięć. Wszystkie powstały po 1987 roku. Wtedy do Wrocławia przyjechał Zhao Ziyang, p.o. sekretarz generalny Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin i premier Rady Państwowej Chińskiej Republiki Ludowej. Pracownicy panoramy doskonale zapamiętali tę wizytę. Podjęte wówczas środki bezpieczeństwa można porównać tylko z tymi, jakie później zastosowano podczas wizyty Jana Pawła II.

Zhao Ziyang w godnej ciszy obejrzał malowidło, a następnie lakonicznie, jak na człowieka Wschodu przystało, napisał w księdze pamiątkowej: "Patriotyzm głęboki/ artyzm wielki/ słynna bitwa odtworzona / lekcja dla potomności". Po czym wrócił do Chin i natychmiast zabrał się do propagowania zwycięskich epizodów Ludowej Armii Chin w wojnach z Japończykami, wojskami Kuomitangu i armią amerykańską za pomocą panoram właśnie.

- Już w lipcu 1988 r. udostępniono zwiedzającym pierwszą chińską dioramę (półpanoramę) upamiętniającą słynną bitwę przy Lugouqiao, stoczoną z armią japońską w 1937 roku. Wysoka na 15 m i licząca 51 m długości, umieszczona została w specjalnie wybudowanym w Pekinie monumentalnym gmachu Muzeum Narodowej Wojny przeciw Japonii - opowiada Romuald Nowak. - Natomiast pierwszą chińską panoramą było monumentalne malowidło o długości 122,24 m i wysokości 16,1 m przedstawiające zwycięską bitwę Ludowej Armii Chin nad wojskami Kuomitangu w 1948 roku. Udostępniono ją zwiedzającym w październiku 1989 roku, w monumentalnym muzeum, które jest dokładną kopią naszej, wrocławskiej rotundy. Nawet parasol nad platformą widokową jest tam identyczny.

Pracowity lud chiński szybko przeskoczył Europę. W 1999 roku nad brzegiem Jangcy powstała nie tylko największa na świecie, ale - co w Chinach niespotykane, prywatna panorama. Malowidło ma 135 m szerokości i 18 m wysokości, przewyższa więc wrocławskie dzieło sztuki o 20 m wszerz i 3 wzwyż. Przedstawia bitwę stoczoną przez cesarza Ts?ao Ts?ao w 208 roku.

- Chińczycy nie zamierzają wcale na tym poprzestać - mówi z podziwem dyrektor Nowak. - W ubiegłym roku, na IV Światowej Konferencji Panoram w Pekinie zapowiedzieli, że będą malować i budować następne. Oni uwielbiają panoramy. Każda oficjalna delegacja grupy sportowców, ludzi kultury z tego państwa ma w swoim programie zwiedzanie największego wrocławskiego dzieła sztuki.

W mózgu panoramy
Jest jedna rzecz, której dyrektor Nowak trochę Chińczykom zazdrości. To ogromne zaplecze; edukacyjne i muzealne. Panorama Racławicka, co prawda nowocześnie zabezpieczona i przyjazna dla niepełnosprawnych, na takie zaplecze jeszcze musi poczekać.

- Jednak kiedy po raz pierwszy wszedłem za kulisy tego gigantycznego malowidła, wtedy cały jego ogrom po prostu mnie przytłoczył - wspomina Romuald Nowak. - Wtedy, na początku lat 90. XX wieku, pracowały w panoramie 64 osoby. Teraz prawie wszystko jest unowocześnione, ale mamy już tylko 32 pracowników. Modernizacji wymaga oświetlenie ekspozycyjne oraz rozdzielnia.

Dzienne utrzymanie Panoramy Racławickiej kosztuje 4 tysiące złotych. Na szczęście najczęściej psują się odkurzacze i froterki. Reszta działa bez zarzutu.

Dyrektor prowadzi mnie na zaplecze. Tu znajduje się mózg panoramy. Dyspozytorzy bez przerwy monitorują to, co się dzieje w obiekcie, sprawdzają temperaturę i poziom wilgotności. W razie pożaru w budynku uruchamiają kurtyny wodne. Chodzimy po ciągnących się w nieskończoność pomostach za płótnem, wąskim mostkiem przekraczamy niebo nad polem bitwy. Panorama Racławicka jest jak żywy organizm. Potrzebuje stałej temperatury - 20-21 stopni C i odpowiedniej wilgotności. Wymaga stałej opieki, dlatego regularnie odwiedzają ją konserwatorzy z Muzeum Narodowego. Badają stan płótna oraz sprzątają sztuczny teren po turystach. Tylko im - nawet sama dyrekcja nie daje sobie takiego prawa - wolno wchodzić na przedpole, czyli teren tuż przed płótnem, na którym rozstawione są krzaczki, drzewka, trawa. Zwiedzający często zrzucają tam z platformy widokowej gumy do żucia, bilety, ziarnka słonecznika.

- Przestrzeń przed płótnem zrobiona jest z pianobetonu, to specjalna substancja, którą podawało się przez rurę, jak bitą śmietanę - tłumaczy Marcin Sokolnicki z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. - Wchodzimy tam mniej więcej raz na dwa tygodnie. Zawsze w miękkim obuwiu, najlepiej w tenisówkach. Kiedyś ludzie rzucali tam też drobne pieniążki, zbieraliśmy je do puszki i potem kupowaliśmy za nie np. wodę mineralną. Trudno się dziwić. 60 procent zwiedzających to młodzież szkolna.

[...]

Jak malowano Panoramę Racławicką
Jan Styka i Wojciech Kossak rozpoczęli pracę 26 sierpnia 1893 roku. Najpierw z 14 pasm zszyli wielkie płótno, które następnie rozwiesili w specjalnie przygotowanej rotundzie. Na zagruntowanie płótna zużyli prawie 750 kg farby. Obydwaj malarze podzielili "sfery wpływów" na dwa, tak, żeby się nie kłócić i żeby każdy z nich malował jedną część. Niestety, i tak nie obyło się bez sprzeczek. Malowało ją wielu, na szczęście Styka najmniej i dlatego panorama jest niezła - pisał Boy i zaraz dodawał: Po wizycie jakiegoś arcyksięcia, gdy Styka zanadto właził Kossakowi w szkodę, temperamentowy Wojtek ganiał go po rusztowaniach, chcąc go bić.

Ciągłe nieporozumienia pomiędzy artystami zakończyły się czymś w rodzaju honorowej ugody. Obydwaj oficjalnie uznali, że wspólnie są autorami i podzielili się pracą. Pracami artystyczno-malarskimi kierował Kossak, zaś nad dyspozycją figur i ukształtowaniem historycznym całości obrazu czuwać miał Styka. Pierwszą polską panoramę otwartą 5 czerwca 1894 r. Nieco później Kossak dawał jednak zawsze do zrozumienia, że to właściwie on jest jej twórcą. W czasie konserwacji płótna przemalował przednie nogi konia Kościuszki, wcześniej namalowanego przez Stykę.

Strona oficjalna Panoramy Racławickiej.
Jeśli komuś nie chce się wchodzić do Panoramy, zawsze może obejrzeć dzieło w internecie.
Najsłynniejsze koliste malowidła świata.

Nie da się jej nie zauważyć:

piątek, 14 marca 2008, camparis
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: HOLiC, bcd185.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/15 10:33:21
cieszę się, że nie tylko mnie się zdarzają takie wypadki :P
widać też ściągasz różne "urozmaicenia" podczas wycieczek :D
-
2008/03/15 10:37:11
Tak :)
Żeby przypadkiem nie było za nudno na trasie!
-
2008/03/15 11:01:10
Dzięki :) Nie pomyślałam, żeby zajrzeć do Wikipedii.
Jednak bardziej podoba mi się wrocławski budynek, niż ten lwowski.